Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 738 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
O życiu. O moim życiu. Wchodząc tu jesteś już czastką mnie...

Be free! :)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012 20:44

Witam, witam!

Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze od czasu do czasu zagląda. :) Niestety nie miałam czasu i weny by tu pisać. Wasze blogi też niestety zaniedbałam, ale czas zdecydowanie za szybko leci. W końcu mam chwilę by na spokojnie napisać. Bo tak naprawdę odetchnę dopiero w połowie maja jak matura będzie za mną. :)

 

Co u mnie?

Pracuję sobie w kinie i generalnie nie narzekam. Dobrze mi tam i zżyłam się z ludźmi, kierownicy fajni. Tylko w ten weekend było mnóstwo ludzi, maraton grozy i ja na popołudniowych zmianach, gdzie tłumy oblegały kino. Dałam radę! :) Choć momentami myślałam, że padnę tym bardziej, że troszkę przeziębiona jestem.

Święta minęły nijak. Złapała mnie jelitówka, nic nie jadłam praktycznie i świąteczną niedziele i poniedziałek przeleżałam w łóżku. Potem z tego osłabienia złapała mnie mega przeziębienie. Generalnie dochodzę jeszcze do siebie, po tej jelitówce mało jem i szybko mnie muli. Kolega powiedział że ostatnio znikam,  fakt faktem wszystkie spodnie mi z tyłka lecą. :P

 

Sporo nauki mam, bo i szkoła i matura za pasem, a bardzo mi zależy, żeby poprawić te wyniki z biologii i chemii w tym roku, a nie znów się borykać z tym kolejny rok. Trzymajcie kciuki! :)

Poza tym we wszystkie weekendy pracuję w kinie i ten czas tak szybko leci, że czasem ciężko wszystko ogarnąć.

 

Generalnie staram się myśleć optymistycznie poza tym, że znajomi poodchodzili, ale bywa i tak. Gołąbeczki się nie odzywają, bo twierdzą, że ja jestem na nich za coś obrażona, no cóż nie można najwyraźniej mieć gorszego dnia. Z jedną koleżanką się dogadywałyśmy dopóki mnie źle nie zrozumiałam w czasie rozmowy i mnie w perfidny sposób nie sprawdziła, a to zabolało. Zniknęło chyba zaufanie między nami. Niby miało być wszystko dobrze, ale taka jest prawda, że każda ma jakiś uraz i żal. Może jakbyśmy się spotkały w cztery oczy to byłoby inaczej, a tak? Bywa, trudno mleko się rozlało.

Jeżeli chodzi o B. to dziwna historia. Na początku marca się pokłóciliśmy, ale potem było wszystko wyjaśnione i miało być dobrze, mieliśmy do czegoś dążyć. Planował jaką małą wycieczką i w ogóle. Ale potem tak się stało, że kontakt mieliśmy, ale zobaczyliśmy się dopiero po 3 tygodniach na całe 2 godziny. Ehh Potem przez dwa tygodnie pisał tylko esa rano w stylu 'miłego dnia' czy 'dzień dobry', zawsze to ceniłam, ale odzywał się jeszcze popołudniu, a tu nic. Na święta odpisał na życzenia i zapytał co słychać, wymiana dwóch esów i koniec. W czwartek się odezwał es rano, potem co słychać, pochwalił się swoją pozytywną energią i zamknął się w sobie. Zero kontaktu, zero spotkań. Nie wiem o co chodzi, nie rozumiem tego człowieka. Masz kogoś, przeszło Ci, uważasz, że to nie ma sensu? To powiedz, bo takie zachowanie to gorzej niż podstawówka. To mniej najbardziej boli, zero wyjaśnień, nic kompletnie nic, jednego zdania nie usłyszałam. To boli najbardziej.

Było minęło, nie mam zamiaru się tym już przejmować. Dokonał wyboru za nas oboje. A ja na to nie mam już siły. Przykro mi, że tak bez słowa przestał się odzywać. Jego strata, nie moja. Ileż można się tak szarpać? Dość!

Jakoś mi lżej teraz. Mam nadzieję, że kiedyś będę cholernie szczęśliwa z kim u boku. :) Muszę być silna i będę!

:)(:



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331028224,trackback

komentarze (11) | dodaj komentarz

Daj mi kawałek szczęścia! :)

piątek, 09 marca 2012 18:52

Jest lepiej. Zdecydowanie.

Kilka osób musiało mi uświadomoć kilka rzeczy bym ruszyła tyłek i przestała się użalać, a zaakceptowała pewne rzeczy i pozmieniała, co się da zmienić.

Pierwszym krokiem była wiara w siebie, świadomość, iż nie ma rzeczy niemożliwych. Czasem trzeba po prostu chcieć i obrać cel, do którego należy dążyć.

 

W szkole uwierzyłam w siebie, przełamuję pewne schematy i własne słabości. Najlepiej napisałam sprawdzian z układu oddechowego i jako jedna z nielicznych dostałam ocenę pozytywną, także 5 na moim koncie. Poprawiłam sprawdzian z wstrząsu, a na ćwiczeniach byłam mega aktywna. Intubowałam fantoma i całkiem nieźle mi szło. Także nieskromnie jestem dumna z siebie. :)

 

Z B. się pożarłam, ale w sobotę porazmawialiśmy szczerze, wyjaśniliśmy sobie kilka rzeczy. Każdy powiedział jak odczuwa i widzi pewne rzeczy. Najważniejsze są: szczera rozmowa i kompromis. Róznice trzeba niwelować, a nie je pomnażać. Trzeba naprawić i odbudować kilka rzeczy, ale nic nie jest niemożliwe. Jakoś niemożemy się zgrać, żeby oboje chciało naraz.

 

Znalazłam pracę w nowo otwartej galerii. Póki co pracuję w kinie, stawka nie jest jakaś rewelacyjna, ale na dobry początek dobre i to. :) Może w międzyczasie znajdzie się coś innego. Na razie każdy się uczy także pożyjemy zobaczymy.

 

Humorek dopisuje tylko czasem przy spadku nastroju czy zmęczeniu przydałoby się ramię do przytulenia. :)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330914888,trackback

komentarze (11) | dodaj komentarz

Cały mój świat potrzebuje psychologa...

środa, 29 lutego 2012 16:02

Kiedyś zaglądałam tu częściej, zawsze znalazł się czas i chęci. Ostatnio nie ma ani jednego ani drugiego.

Cóż mam powiedzieć? Ciężko jest i nie wesoło.

 

Wyjątkowo w lutym poimprezowałam, z kasą poleciałam, ale nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło. :) Były miłe chwile, ale były i te gorsze. Nadal są niestety.

 

Tak cały mój świat potrzebuje psychologa czy coś w ten deseń. Rozmowa z koleżanką pomogła, ale tylko na trochę. Jakoś nie mogę pozbierać myśli i zawalczyć.

Niespełnione marzenie wydział wojskowo-lekarski.Tak wiem, marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia.

Jestem w szkole policealnej na ratowniku medycznym i... co drugi dzień mam ochotę zrezygnować. Z nauką nie jest tak źle, choć w tym semestrze jest jej zdecydowanie więcej, a tu jeszcze wyniki z matury trzeba poprawić. Średnio co 2-3 dni mam ochotę zrezygnować z powodu zajęć praktycznych. Ciągle coś nie wychodzi, wykonanie czegoś zwłaszcza, gdy inni patrzą jest bardzo stresujące. Nie mogę się przełamać. Ja może się po prostu do tego nie nadaję? Powiedziano mi, że to wszystko jest do wyrobienia, że z czasem będzie łatwiej. Każdy tylko powtarza: nie rezygnuj, będzie dobrze, inni mają gorsze problemy. Tym razem to nie wystarczy.

Szukam kierunku na studiach medycznych, zastanawiam się i sama już nie wiem, co chcę w życiu robić, żeby mnie tak nie stresowało, żebym to naprawdę lubiła.

 

W domu jak to w domu. Cięzko też jest. Dzieciaki dokazują, ja bym chciała ciszę, spokój, żeby nikt nic ode mnie nie chciał, żebym nie musiała nikogo odbierać ze szkoły, martwić się, że się uczyć nie chce. Mieć swój pokój, cieszyć się życiem, nie martwić się o kasę, znaleźć pasję. Podziwiać mamę, a jednocześnie chcieć jej wszystko wygarnąć, co boli i co chciałabym zmienić.

 

Chciałabym uczuciowo się ustabilizować. Albo być z kimś naprawdę, umieć się otworzyć i wypłakać na ramieniu. Albo po prostu być samą bez tych zawirowań i problemów.

 

Chciałabym by moje dziewczyny były częściej i bliżej.

Mam też kryzys wiary. Nie wiem w co mam uwierzyć, skąd brać siłę.

 

Moja dusza, serce, wnętrze potrzebuje jakiejś skutecznej terapii. Rozmowy, która mną potrząśnie i osoby, która będzie wspierać mimo ciągłych załamek. Potrzebuję znów uwierzyć w siebie, porządnie się zmotywować i sił by walczyć.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330887607,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Szczęście samo w sobie drogą jest! :)

czwartek, 26 stycznia 2012 19:20

Wyszłam z małego dołka.

Kłótnie i prowokacje mi nie służą.

Dobry humor wraca małymi krokami! :)

Siedzenie w domu mi nie służy. Pierwszy tydzień ferii pozytywnie, drugi troszkę gorzej, ale muszę je jakoś efektownie zakończyć. :) Byłam na zakupach, nie poszlałam tak jak chciałam, bo humor nie był rewelacyjny, ale szafa choć minimalnie odświeżona. :)

 

Stwierdziłam, że nie mogę za długo siedzieć w domu, a jak już siedzę to musze mieć sensowne zajęcia i dość ciekawe by nie popaść w marazm. Muszę się pochwalić, że zaczęłam się uczyć do ponownej matury.

Na nowo robię sobie notatki, głównie z biologii, żeby jakoś to wszystko ogarnąć. Bo tym razem nie może mi pójść tak kiepsko, nawet jakby matura była mega trudna. Ot co!

Myślę, że jakoś to pogodzę ze szkołą i ewentualną pracą. Przynajmniej muszę. :)

 

Może to dziwne, ale tęsknię za szkołą i ludźmi. Tam zawsze coś się dzieje, przeważnie wesoło jest. A tak jak siedzę w domu to różnie bywa. Za dużo złych myśli się mnie czasem chwyta.

Może to wpłynęło na moją kłótnię z B? Nie wiem. Za bardzo zazdrosna byłam i wszystko wyolbrzymiałam. W sumie wszystko się jakoś powyjaśniało. Od zainteresowanych jakoś tak wyszło, że niepotrzebnie taka zazdrosna byłam. Zresztą nie obyło się bez pomocy. :)

Było minęło. Wnioski wyciągnęłam i mam nadzieję, że teraz już będzie dobrze.

 

Jakoś też ostatnio mam manię do żałowania. Żałuję choć nie powinnam. Zbyt bardzo się wszystkim przejmuję. Za bardzo chcę uszłyszeć oczywistości choć tak dobrze jestem ich świadoma. I chwile szczęścia psuję na siłę. Potrzebuję pozytywnego zastrzyku. Takiego jaki miałam przez ostatnie 3 tygodnie. Dlatego czekam aż moje dziewczyny przyjadą to na pewno wesoło będzie! :) I mam nadzieję, że dużo będzie się działo. :)

Bo znów chcę się tak bezgranicznie i bez powodu dużo uśmiechać. Śmiać się ze wszystkiego i nie żałowac nic! :) Wtedy życie jest piękne i każde jutro mimo wszystko mieni się tysiącem barw!

Żegnamy żale, smutki, ból i jak walczymy to z uśmiechem! Nie dam się! :)

Dam radę, prawda? :)

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330791551,trackback

komentarze (13) | dodaj komentarz

Bo znów się rozsypałam na milion kawałków...

sobota, 21 stycznia 2012 16:45

Chociaż nic nie pomoże, gdy przeznaczenie w parszywym humorze

Zacząć od zera, zepchnąć w niepamięć...

 

Za dużo wiem.

Za dużo chce wiedzieć.

Czasem zazdrość zżera mnie i odbiera racjonalne myślenie.

Rozsypałam się.

Przez własną głupotę.

Przez potrzebę bliskości i przynależności.

Przez potrzebę miłości.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330775721,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

Hakuna matata! I'm Królowa Lwica! :)

niedziela, 15 stycznia 2012 17:54

Witajcie,witajcie! :)

Cóż mogę powiedzieć? Semestr pierwszy zakończony, najlepsza średnia na roku i zaczynam się delektować dwutygodniowymi feriami! :) Z niecierpliwością czekam na zakupowe szaleństwo z moja J. za tydzień, gdy już pieniążki będą na koncie.

 

Póki co muszę się zmusić, tak zmusić powoli do nauki przed ponowną maturą i podjąć jak najszybciej decyzję czy próbować w tym roku znów na wojskowo-lekarski czy czekać do skończenia studium. Jestem na rozdrożu.

Na razie zaczytałam się w książkach. Pięć książek w tydzień to całkiem niezły bilans. Ale przez to strasznie się rozleniwiłam. Musze jutro posprzątać w domku i wziąć się za coś pożytecznego, bo stanę się totalnym leniem.

Zdecydowanie za długo śpię ostatnio i czas znów zacząć biegać. Oj trzeba, trzeba! :)

 

Zeszły weekend to jeden z najlepszych jaki mógł mi się trafić. Miałam tak dobry humor jakbym przez tydzień żyła na haju! Uwielbiam ten stan! :)

Czwartek - piwko ze znajomymi, gołąbeczki znów się kłóciły, co mnie bardzo rozbawiło. Pan B. mnie na koniec rozczulił.

Piątek - wycieczka klasowa w góry. Oj, tego mi było trzeba! :) Wódeczka ( ja tylko symboliczny kieliszeczek ) i grillek oraz bajeczna sceneria śniegu! :)

Sobota - B. zaproponował piwko i lotki, w końcu spotkaliśmy się sami (tak, tak), pośmialiśmy się trochę, były też nieśmiałe uśmiechy i spuszczanie wzroku. Potem doszedł kolega i wybraliśmy się do Bunkra. Tam loteczki były, wygrałam z nimi 3 razy i już się chłopaki trochę załamywali. :) Zero kłótni, całkiem pokojowo, dawno nie było takiego wieczoru.

Niedziela - od rana esy od B. od 13 cały dzień spędziłam z nim. Byliśmy u jego kuzynki, była też siostra ze szwagrem i siostrzenicami (jestem nazywana 'ciocią'), potem ryneczek i światełko do nieba na Wielkiej Orkiestrze! :)

Ciężko było wrócić do rzeczywistości.

Ten weekend średnio się zaczął, ale w sumie atmosfera uratowana! :) Pożarłam się z B, bo mnie niewymowanie wkurzył, po czym jeszcze to podsycił, a ja się nakręciłam. Ale już teraz Love & Peace! :) Sporo pisaliśmy ze sobą i ostatnio zdecydowanie za dużo podtekstów. Staram się trzymać dystans, tak jest lepiej. Oboje stąpamy ostrożnie!

 

Ojciec zwolniony, ale dorabia sobie.

Staram się dalej trzymać pozytywną stronę życia! :)

Zauważyłam, że jak mi źle to puszczam głośno muzyką i zaczynam tańczyć. Czasem podryguję sobie stojąc na przejściu dla pieszych i mam ochotę tańczyć. Kojąco to na mnie wpływa! :)

I mam ochotę zrobić coś szalonego!



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330757890,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Studium prawdy.

wtorek, 03 stycznia 2012 21:57

Jestem właśnie po lekturze książki pod tym właśnie tytułem i serdecznie polecam! :)

 

***

Sylwester. Kurczę, fajna sprawa! :) Byłam we Wrocławiu, namówiłyśmy koleżankę na wspólne spędzanie ostatniego dnia roku i było naprawdę świetnie! :) Picie w mieszkaniu, potem wypad na rynek, cudowne przemycenie szampana pod scenę i przywitanie Nowego Roku ze wspaniałymi ludźmi (nie fałszywymi!), przeciskanie się pod scenę, masa uśmiechu i zabawa w 'Jaka to melodia?" ze spotkanymi ludźmi oraz życzenia od Murzyna, tak uwielbiam tych ludzi! :)

***

 

Co do prawdy, jaka ona jest naprawdę?

Czytałam tą książkę i nasuwało mi się wiele refleksji. Ludzie dążyli do prawdy, a tak naprawdę wciąż ją omijali. Zobaczyłam jak przeszłość może wpłynąć na teraźniejszość.

Co do prawdy, wśród moich znajomych. Ajć! Jak my wszyscy świetnie potrafimy grać i udawać. Poker face, tak to właśnie to! Dzisiaj spotkałam koleżankę, która zapytała czemu nie chciałam z nimi spędzić sylwestra (tj. ze stałą ekipą) i w ogóle. Pogrążyła się troszeczkę i musieli też nieźle mnie obrobić, ale mnie jakoś to nie rusza. Do czego zmierzam, udaje niby taką 'przyjaciółkę' i stwierdziła, że to ona była główną organizatorką. To więc pytam czemu nie zrobiła nic, żeby mnie jakoś namówić na tego sylwestra. Czemu nie chciała się spotkać i zapytać o powód, przekonać? No właśnie. To jest ta prawda, nie boli mnie to. Było, minęło. Ale to są właśnie wspaniali ludzie. Znajomi na weekend, bez wnikania w Twoje życie.

Poza tym zauważyłam jak oni grają, udają. Robią coś, choć nie zawsze im to odpowiada. Byle nie być z tyłu i nie okazać się gorszym. Ale gorszym w swoich oczach.

Czasem naprawdę lubiłam te wspólne wypady, dopóki nie zaczęły mi spadać klapki z oczu.

 

A ja cenię tą prawdę, którą dostałam od tych, od których się nie spodziewałam.

Od ludzi, których widzę bardzo rzadko, ale wiem, że pomagają szczerze i nie obrobią zaraz za plecami.

To one dodawały otuchy, kiedy było naprawdę źle. Pomagały uśmiechem, podnosiły wartość mojego ego. Martwiły się, gdy za dużo pracowałam. I koleżanka, Kochana. to ona pomogła mi w okresie świateczno-noworocznym, to ona sprawia, że tak świetnie się bawię i robię szalone rzeczy. Zresztą tak samo jak moja J. Ludzie, po których bym się tego nie spodziewała. To od nich dostałam prawdę.

 

A ja? Chcę ściagnąć maskę, którą zakładam na potrzeby teatru.

Uwielbiam swoje naturalne odruchy szczerości. :) Tak jak przez ostatnie kilka dni.

 

***

B. ma swoje postanowienia noworoczne. Czyżbym była ich częścią? Przynajmniej od trzech dni bardzo się stara. Nie chwalę go zbyt szybko, by nie prysło.

Na nowo staram się być szczęśliwa i chowam swoją naiwność. Zaczynam dostrzegać rzeczy takie jakimi są naparwdę. I póki co nie żałuję. Coraz bardziej jest mi z tym dobrze.

 

***

Dopisane! Dzień następny.

A dzisiaj prawda jest taka, że mam kryzys.

Kryzys ze szkołą.

Jakby jednak to nie było dla mnie.

Przeraża mnie to.

Mam nadzieję, że to minie.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330713741,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

Mam mocne skrzydła i dobrze wiem, że wszystko co złe na mej drodze jest tylko po to by wzmocnić mnie.

piątek, 30 grudnia 2011 13:25

Witajcie, witajcie!

Trochę mnie tu nie było, ale cierpię na brak czasu. W końcu jednak postanowiłam dać znać, że żyję i pamiętam! :)

Brak czasu był spowodowany pracą, a potem znów brak czasu spowodowany nadrabianiem zaległości. Nawet nie wiem, kiedy grudzień minął. Ba! Nawet nie wiem jak szybko ten rok przeleciał.

Pracowałam przez dwa weekendy na promocji, ponadto pracowałam na nockach w markecie trzy razy w tygodniu, na popołudnie do szkoły i spałam po 4-5 godzin, czasem nawet po 3. Do tego nauka na zaliczenia i jeszcze w domu trzeba było coś zrobić. Zdarzyło mi się nawet przysnąć na lekcji. Wytrzymałam i odpoczęłam. :)

 

Potem były święta, które nie napawały mnie radością i jakoś najchętniej bym je przespała. Jakoś zleciały. Byłam na pasterce z B. i jego siostrą i szwagrem. W pierwszy dzień świąt ich odwiedziłam, potem spotkanie ze znajomymi. Drugi dzień świąt to istna tragedia, aż szkoda gadać. Na szczęście już po świętach. Były miłe momenty i to postaram się zapamiętać. :)

 

Ojciec pił przez dwa tygodnie i nie chodził do pracy. Zastanawiam się czy jeszcze tam pracuje czy już go wylali? Dzisiaj umiera, zwija się w kłębek, łyka tabletki rozkurczowe. Jakoś mnie to nie wzrusza.

Tak moje serce powoli zamienia się w lód.

 

Zaległości towarzyskie nadrobione prawie w całości. Nawet przed świętami zaliczyłam wieczór panieński! :)

Referat - prezentacja zrobiony, jeszcze tylko trzeba poczytać kilka razy i wygłosić w poniedziałek. Potem jeszcze tylko jakieś 2-3 zaliczenia i znów dwa tygodnie wolnego.

 

Nie wiem czy to taki czas czy ja się tak kiepsko czuję (pomijam to, że znó jestem trochę przeziębiona. Tak wiem, chyba naprawdę muszę bardziej zacząć dbać o siebie), ale mogłabym cały czas spać i żeby tylko nie popaść w marazm zmuszam się do wychodzenia z domu. Ciągle senna, ciągle zmęczona. Poza tym, wiem to taki problem jak nie problem, ale jak wypiję jedno piwo, ostatnio nawet niecałe, to czuję się jak po 4 czy 5. Niefajne uczucie. Jakby coś się działo z moim orgaznizmem.

***

Cóż jeszcze. Problemy z sylwestrem, co chwile każdy mówi coś innego. Ja mam ochotę spędzić go z Polsatem czy Dwójką albo porządnie się najebać. Tak, nic innego. Jutro jest sylwester, a ja dalej nie wiem jak on będzie wyglądał. Szczęśliwy na pewno nie będzie.

W sumie o to zaczęłam się kłócić z B. Znajomi, z którymi z reguły spędzałam weekendy chyba się poobrażali. Trudno. Ja czasem potrzebuję innego towarzystwa, nikt nie powiedział, że właśnie z nimi chcę spędzić ten dzień. Mam też innych, których na co dzień nie widzę. Ba! Widzę bardzo rzadko. Ja się poczułam urażona, B. potem też. I każdemu coś nie pasuje. Mieliśmy się w środę spotkać i pogadać, byłam skłonna jednak zmienić swoje plany, ale... on nie dał znaku, że przyjechał, nie odbierał telefonu i do dzisiaj nie dał znaku życia. Ja nie zadzwoniłam też, bo nawet nie wiem, co bym chciała mu powiedzieć.

Ostatnio jakoś dziwnie się zachowuje, cały czas coś kręci, nie mówi wprost. Wydaje mu się, że jak zawsze wszystko jest ok i wszystko gra. Ale chyba znam już przyczynę dziwnego zachowania. Dwa tygodnie wcześniej przepraszał i obiecywał. Chciałam pomóc, tylko on nigdy nie chce, bo to taka Zosia Samosia. Jest mi cholernie przykro.

 

Rozmawiałam z naszą wspólną koleżanką, ona jedna patrzy obiektywnie i kiedyś była w podobnej sytuacji. Bo wszyscy wokół mnie mówią, żebym dała sobie spokój, olała go, że nie jest tego wart.

Ona powiedziała, że to moje życie nie ich. Żebym się nie poddawała. Zaproponowała metodę tabelki: wypisać za i przeciw i podjąć decyzję. Walczyć czy odpuścić? Czego tak naprawdę chcę? Bo ja na dzień dzisiejszy wiem jak byłoby łatwiej. Ale czy w życiu chodzi o to by iść po najmniejszej lini oporu? Nie walczyć, o coś tylko dlatego, że inni już zwątpili, a Ty powoli nie masz sił?

Muszę podjąć decyzję. Tym razem ostateczną, by niczego nie żałować.

To ona wypowiedziała słowo 'miłość', a ja wciąż się go boję.

Jutro Sylwester. Równy rok, wtedy się poznaliśmy.

***

 

Głowa do góry!

Tak pięknie wyglądasz jak się uśmiechasz!

Nauczyłaś się grać, tylko powoli masz dość tej gry i ściągasz maskę.

 

Szampańskiej zabawy, gdziekolwiek ona będzie i szczęśliwego Nowego Roku! :):*



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330702644,trackback

komentarze (16) | dodaj komentarz

Zaklęta.|| Bo uśmiech to jest to, co uwielbiam! ;)

niedziela, 04 grudnia 2011 18:48

"Człowiek rodzi się szczęśliwy, a to, co najważniejsze, jest z nim od zawsze. Stoi za nim jak anioł i milczy, bo i tak pozostaje niezauważone. Nie może zostać zauważona, człowiek nie da rady odwrócić głowy, jakby szyję unieruchamiało mu przenaczenie, nakaz wędrówki, poszukiwania.

Wyrusza więc człowiek, idzie naprzód i naprzód, szukając tego, czego nie mógł dojrzeć. Przemierza światy, krzyżuje swój los z losami innych wędrowców, złorzeczy i błogosłai, śmieje się i płacze, daje się kusić fałszywym błyskotkom, czasem myli drogi. Ale prędzej czy póżniej, zataczając koło życia, w które go pchnięto, wraca tam, skąd wyruszył. I wtedy dostrzega to dawne, porzucone i tak usilne poszukiwane spełnienie, szczęście, czekające na niego wiernie przy palenisku...

(...) Ludzie muszą się nabłądzić, nim dane im będzie odnaleźć to, co zawsze było najbliżej. Szczęście nie jest "gdzieś tam", ono jest "tu", zawsze "tu". Ale każdy musi dojść do tego sam, inaczej tego nie zrozumie. To nie jest wiedza, jaką dostaje się w spadku, bez doświadczenia. W jaką można by uwierzyć po prostu. Do tego trzeba dojść, to bardzo ważne"

 

***

Powyżej to fragment książki pt. "Zaklęta". Polecam! :)

 

***

Szczęście, jak my często nie potrafimy go dostrzec. Wciąż narzekamy że nie potrafimy czy po prostu nie jesteśmy szczęśliwi. Czasem nie chemy się do tego przyznać.  A przecież szczęście, stan, dzięki któremy możemy góry przenosić i wszystko staje się tak bliskie i możliwe do zdobycia. Daje siłę i... uśmiech. Właśnie ten uśmiech, ostatnio zaczęłam bardziej doceniać. Uwielbiam. :)

 

***

Hmm. Przyziemnie.

Jeszcze dwa weekendy w pracy jako hostessa. Trzeba spiąć tyłek i dać radę. Nie przejmować się tym, że pod moją nieobecność nie było nikogo na zasępstwo i nie chciało się iść w ten weekend do pracy.

Poza tym czasem dochodzą nocki w supermarkecie. Zawsze to parę groszy. W styczniu będę mogła zaszaleć. I marzy mi się wyjazd do Poznania na ferie albo gdzieś, gdzie jeszcze nie byłam. :)

 

W szkole idzie mi bardzo dobrze. Odpukać! :) Jak tak dalej pójdzie to myślę, że załapie się na stypendium w przyszłym roku.

 

Jak wiele zmieniło się ostatnimi czasy.

Ostatnio sama siebie zadziwiam.

Zaczęłam dostrzegać pozytywną stronę życia.

Robie znaczące postępy.

Czuję się zwyczajną kobietą, a przez to wyjątkową.

I cieszę się, że tak jest, że nie powielam schematów.

Czuję energię, gdzieś tam w środku i nie dam sobie jej zabrać! :)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330637946,trackback

komentarze (16) | dodaj komentarz

One Love!;)(;

niedziela, 27 listopada 2011 15:59
"Bo wszystko to, co złe jest gdzieś daleko hen,
Dzisiaj jest ten błogosławiony dzień!
Ja dotykam nieba, bo dzisiaj czuję się wolna jak ptak,
Jestem lekka choć problemy przygniatają mnie od tak!" ;)
 
(EWR)

 

Nie ma to jak 24 godziny bez snu i bez jedzenia. A mimo to mieć wciąż siłę jakby się dopiero wstało!

Jeżeli One Love ma na mnie tak działać to ja chcę je częściej! ;)

Dawno się tak dobrze nie bawiłam! Wytańczyłam i wybawiłam się za wszystkie czasy. Nie miałam potem siły iść na autobus i do teraz mnie nogi bolą! Czuję się niesamowicie spełniona! ;) Etana, Alborosie, EWR, Mesajah i scena sound systemowa! Ahh ;)

Tylko my ze świętną  O. bawiłyśmy się praktycznie cały czas, co mnie bardzo zdziwiło, bo myślałam, że w tych klimatch to B. będzie gwiazdą i będzie się świetnie bawił. No cóż, zabrakło mu czegoś i ... po zabawie. Podczas, gdy reszta towarzystwa zwałowała na krzesełkach myśmy bawiły się do 4 nad ranem, do samego końca! Miałyśmy taką fazę, że szok. My chyba jednak za długo razem nie możemy przebywać! :P B. do nas, że żeśmy się ujarały oparami i zwłaszcza do mnie to mówił z lekkim szyderstwem. Paulina, pierdol to! :)

Dawno się tak wspaniale nie czułam. Czuję się lekka jak nigdy! Yeah! ;)

 

Co do B. jeszcze to koleżanka się go pytała dlaczego my nie jesteśmy razem i usłyszała to co ja już kiedyś. Otóż, jestem dla niego za dobra, nie chce mnie zranić. I co z tego wynika, że nie chce spróbować. Skoro woli kiedyś się związać z kolejną, która go zdradzi albo wyjebie w kosmos to proszę bardzo.

Paulina, piedol to! ;)

 

Ze spraw przyziemnych.

Byłam chora, ale chyba w końcu cudownie ozdrowiałam! ;)

W piątek strasznie pokłóciłam się z mamą, miałam ochotę się wyprowadzić. Bo jak zwykle to ja się czepiam wszystkich jak mi ktoś nadepnął na odcisk. Sratatata!! Póki co chyba wszystko wraca w miarę do normy.

Muszę się pouczyć na psychologię i na anatomię! Ha! Dam radę! ;)

Bless Ya! :)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330619845,trackback

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  53 806 (wersja testowa)

Każdy nowy dzień!

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Cała ja! ;)

Dojrzałam, by wejść w świat dorosłych.
Z wiarą i nadzieją w sercu.
Zajmuje się spełnianiem nierealnych marzeń i snów, choć to bolesna droga to idzie nią uparcie.
Dlaczego?
Bo sekret tkwi w tym, by się nie poddać.
Bo wie, że szczęście czai się za rogiem.

Carpe diem!
GG 8046022

Ważne!

Gdy upadniesz, musisz wstać, otrzepać się i pójść dalej! Jaki by nie był powód do płaczu i tak w końcu trzeba wytrzeć nos. Never let the fear of striking out keep you from playing the game!

Oni tutaj zostawili swój ślad;D

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 18.06.2011 5:41:17
  • autor: Akiko Mechling
  • treść: Poszukiwalam wiadomo...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Szukamy, szukamy...;P

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 14.02.2009 22:58:20
  • autor: wrozka_elleni
  • punkty: 100
  • treść: pozdrawiam glosuj na...

Lubię to